THOUSANDS OF FREE BLOGGER TEMPLATES

piątek, 8 maja 2009

Zimny wiatr...

...Zaczął znowu wiać z północy.
Na wschodzie niweczy nocny spokój młodych wilków, a tutaj budzi bezdomne, piwniczne kocięta...
Niepokój przywiał i do mnie. Wplątał mi go we włosy, sypnął w oczy garścią Wątpliwości. Kolejny raz podrażnił nerwy ukryte tuż pod skórą ... Szeptał do ucha o tym, czego już miałam nie usłyszeć w żadnym jego podmuchu.

I znów trzeba będzie spakować kilka, zawsze tych samych rzeczy. Resztę mostów spalić. O całej tej (i tak nędznej) reszcie zapomnieć. Nie będzie już potrzebna.
Rzucić monetą.
Splunąć za siebie.
Stłuc kieliszek na szczęście...

...Odnaleźć Nowe Miejsce. Nowe wrażenia, kształty i zapachy. Nie dlatego, ze tu jest źle, czy dlatego, że tutaj nie wyszło. Wręcz przeciwnie. Odnalezione. Poznane...
Pora więc żeby zburzyć porządek i przyzwyczajenie. Przygotować się na nowe Odnalezienie i Poznanie.
... I może kiedyś... znajdzie się takie miejsce, w którym potrafiłabym zostać...

Coś Naprawdę Mojego. I Tylko Mojego...
...Przynajmniej dopóki znowu nie poczuję na swojej skórze północnego wiatru...

1 komentarze:

Crawley pisze...

Pozostawienie wszystkiego za sobą i nieoglądanie się jest niemożliwe. Przeszłość/teraźniejszość zawsze odnajdą swoje odbicie w teraźniejszości/przyszłości.

Spalenie mostów też nic nie daje, bo zawsze można przebyć rzekę na tratwie - tylko po co sobie życie utrudniać?

A dom jest tam, gdzie kładę swoją głowę.